Czego nauczyła mnie Majorka?

Jak już pisałem w pierwszym poście, wyjazd na Majorkę sporo mnie nauczył. Zdobyłem wiedzę i doświadczenie, które dla wielu może wydawać się oczywiste, dla mnie jednak takie nie było. I wiem, że gdybym teraz wybierał się na Majorkę po raz drugi, zorganizowałbym podróż zupełnie inaczej.

 

Słuchaj rad osób bardziej doświadczonych

 

To zdecydowanie odnosi się do noclegów. Pisałem Wam już, że większość przeglądanych przeze mnie przed wyjazdem źródeł mówiło, że na Majorkę pod namiot się po prostu nie da. Że brak miejsca, że mandaty, że ludzie nie są przychylni. Uparliśmy się i nie najlepiej na tym wyszliśmy. Finalnie tylko jedną noc spędziliśmy w namiocie.

 

Zawsze miej plan B

 

Jedno wynika z drugiego. Gdybyśmy wcześniej chociaż pomyśleli o tym, że ten namiot może się nie udać zapewne zaplanowalibyśmy jakieś alternatywne noclegi. Poprawiłoby nam to psychiczny komfort podróżowania, a co ważniejsze zaoszczędziło wiele czasu, który poświęciliśmy na desperackie szukanie hostelu na miejscu. I na pewno byłoby też taniej.

 

Miej “podróżniczą poduszkę finansową”

 

Wzięliśmy ze sobą niewiele pieniędzy, zakładając że im więcej weźmiemy, tym więcej wydamy. I gdybyśmy mieli tylko tyle, prawdopodobnie po dwóch dniach pojawiłby się ogromny problem finansowy. Na szczęście każde z nas miało dodatkowe oszczędności w banku, co pozwoliło nam opłacić noclegi. Polecam Wam to samo. Odłóżcie na podróż trochę więcej pieniędzy niż potrzebujecie. A jeśli nie macie takiej możliwości, to może dogadajcie się z kimś bliskim? Niech taka osoba przeleje Wam przed wyjazdem parę stówek, które Wy oddacie zaraz po powrocie. Albo chwilkę później, gdyby takie pieniądze niestety się przydały.

 

Próbuj, jeśli nie ryzykujesz zbyt wiele

 

To się tyczy między innymi lotniska, które postanowiliśmy opuścić autostopem. Pytani przez nas lokalsi mówili, że z tego miejsca da się wyjechać tylko autobusem. Ewentualnie taksówką. I gdybyśmy nie poszukali alternatywy, stracilibyśmy łącznie 10 euro. A autostopem w 5 minut byliśmy już poza terenem lotniska. Za darmo.
I o co mi chodzi z tym ryzykiem? Otóż, gdyby nie udało nam się złapać stopa stracilibyśmy czas i to 10 euro. Ale nic poza tym. Warto więc było zaryzykować i zrobiłbym to ponownie. Z kolei nie mając gdzie spędzić nocy ryzykowaliśmy znacznie więcej. I tego już bym nie powtórzył.

 

Autostop jest spoko

 

O tym w zasadzie wiedziałem już wcześniej, ale do tej pory nie doświadczyłem tego w tak dużym stopniu. Gdyby nie autostop prawdopodobnie nie udałoby nam się zobaczyć na Majorce tak wielu miejsc. Albo i by się udało, ale zapłacilibyśmy znacznie więcej. W skrócie – to środek transportu, który umożliwia Ci darmowe przejazdy, poznanie nowych ludzi i miejsc oraz podróżowanie w trochę innym stylu niż tzw. “główny nurt”.

 

 

Pięć dni na Majorce sprawiło, że zacząłem nieco inaczej patrzeć na podróże. A raczej na planowanie ich. I, jak już pisałem, gdybym teraz leciał na tę wyspę, to ta podróż wyglądałaby nieco inaczej. Niemniej jednak, pomimo tego że nie wszystko udało się tak jak chciałem, Majorka była cudowną przygodą.

  • Annis

    A jak jest z cenami na Majorce? Chodzi mi głównie o jedzenie w sklepach i w restauracjach.

    • Ceny na Majorce nie są dużo wyższe niż w Polsce. Co prawda, nie wiem jak to wygląda w typowo turystycznych miejscach, bo tych unikałem jak ognia (ale przypuszczam, że tak jak wszędzie – chcą zarobić na turystach).
      Zakupy robiliśmy zawsze w jednym i tym samym markecie. Nazywał się Eroski i szczerze go polecam. Jeśli wybiera się produkty niemarkowe, to ceny w zasadzie są takie same jak u nas.
      Na mieście stołowaliśmy się tylko raz, ale było to w małym, lokalnym pubie w zupełnie nieturystycznej dzielnicy Palmy – można było napić się piwa i zjeść hiszpańską tortille za naprawdę niewielkie pieniądze (wyszło nam wtedy dosłownie po 5 euro od osoby).