Lesko – Bieszczady bezpośrednio z Lublina

Po ogarnięciu wszystkich obowiązków (głównie sesji egzaminacyjnej) postanowiłem poświęcić kilka dni na odpoczynek. Chciałem wyjechać gdzieś niedaleko i najlepiej w takie miejsce, do którego dałoby się dojechać bezpośrednio z Lublina. Wybór padł na Lesko – małe miasto położone nad Sanem, w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Nie potrzebowałem wysokich gór ani spektakularnych atrakcji, wystarczyło mi miejsce nieoblegane przez turystów, które pozwoli mi pospacerować, odpocząć i pooddychać świeżym powietrzem. I Lesko zdecydowanie tym wymaganiom sprostało.

 

Pewnie zastanawiacie się, co w takim miejscu można robić. Pierwsza odpowiedź, która mi się nasuwa – nic. Naprawdę. Wstawać, o której się chce, robić to, na co się ma ochotę i nawet nie myśleć o budziku czy kalendarzu.

 

No ale przecież nie jedzie się w Bieszczady żeby leżeć cały dzień w łóżku, nie?
Chociaż to kuszące.
Ale nie.

 

Dlatego też dzisiaj opowiem, co można robić jak już się z pokoju wyjdzie.

 

Lesko nazywane jest „Bramą Bieszczadów“. Jest świetną bazą wypadową nad Solinę czy do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, ale samo w sobie także może być celem podróży. Założone w XV w., dzięki położeniu na szlaku handlowym na Węgry i przywilejom miejskim rozwijało się bardzo szybko. W dużym stopniu przyczyniła się tez do tego ludność Żydowska, która swego czasu stanowiła połowę mieszkańców Leska. Dzięki temu w mieście znajdują się (podobno) jedne z najważniejszych żydowskich zabytków w Polsce – synagoga i cmentarz. Ja tam nie wiem, nie znam się ;)

 

 

Z noclegiem w Lesku raczej nie powinniście mieć problemów. Pełno tam hoteli, hosteli, kwater czy domków. Jest nawet camping (chociaż, o dziwo, zimą nieczynny ;D).

 

Jak już sobie nocleg ogarniecie, to można wyjść coś zobaczyć. Zacznę może od tego, o czym już wspominałem, czyli synagogi. Cóż. Widać, że jest stara i zabytkowa, ale mnie nie zachwyciła. Nie rozumiem fenomenu, ale to pewnie dlatego, że się nie znam. A do środka wejść nie mogłem, bo co prawda, jest tam galeria sztuki, ale zimą nieczynna. Jak pech, to pech.
Jest jeszcze żydowski cmentarz. Dosyć ładnie wyglądał – stare kamienne nagrobki przysypane nieskazitelnie białym śniegiem. Ale żeby tam wejść trzeba załatwiać sobie pozwolenie, bo na co dzień cmentarz jest zamknięty. Przyznaję się – szkoda mi było zachodu, bo i tak nie byłem specjalnie zaciekawiony.

Jak mówiłem – szału nie ma ;)

 

W Lesku jest też zamek z XVI wieku, zbudowany na wzniesieniu przy brzegu Sanu. Obecnie znajduje się tam pensjonat, więc do środka nie wchodziliśmy, ale z zewnątrz wygląda naprawdę ładnie (a na pewno dużo ładniej od synagogi ;D)

 

Znacznie lepiej prezentowały się obiekty przyrodnicze w pobliżu Leska. Początkowo nasz plan spacerów szlakami wyglądał inaczej, ale przesympatyczna pani w informacji turystycznej poinformowała nas, że część szlaków jest zimą bardzo słabo utrzymana i przejście nimi jest baaaardzo trudne. Ale w zamian za to dała nam cudowne mapki i poleciła dwa miejsca, z których byliśmy naprawdę zadowoleni.

 

Kamień Leski.

Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji tego regionu i tę akurat chciałem zobaczyć. Aczkolwiek wskazano nam inną drogę do kamienia, która też nie była łatwa, ale dało się przejść. Szlak oczywiście nie był odśnieżony, nie był też uczęszczany, więc idąc w stronę kamienia czułem się niczym odkrywca przemierzający bezkresne krainy wiecznego śniegu.

Kamień Leski jest pomnikiem przyrody zbudowanym z piaskowca. Swój niepowtarzalny kształt zawdzięcza naturalnej erozji oraz ludziom, którzy w XIX wieku wydobywali tutaj kamień. 

Obecnie Kamień Leski jest obiektem turystycznym i wspinaczkowym. Dodam jeszcze tylko, że w tej okolicy istnieje wiele legend i historii związanych z kamieniem. Udało mi się dotrzeć do jednej, według której około 1789 roku pijany gajowy zestrzelił krzyż znajdujący się na szycie kamienia. Pech chciał, ze kilka dni po tym wydarzeniu mężczyzna stracił władzę w ręce. Według miejscowych spotkała go kara boska ;)

 

Szybowisko Bezmiechowa.

To jest właśnie to miejsce, o którym nie wiedziałem i którego nie miałem w planach. Ale pani z informacji poleciła je nam z uwagi na niewielką odległość (około 12 km piechotą), łatwe dojście i cudowne widoki ze szczytu (tych niestety nie doświadczyliśmy w całości, bo było pochmurno :c).

Szybowisko, jak łatwo domyślić się po nazwie, jest lotniskiem dla szybowców. Znajduje się na szczycie góry Kamionka (631 m.n.p.m.) i należy do Politechniki Rzeszowskiej oraz Warszawskiej. Składa się z głównego pasa startowego i kilku budynków, które zapewne otwarte są w sezonie letnim (hangar, restauracja i prawdopodobnie jakiś pensjonat). Jednak nie z powodu szybowiska udaliśmy się na Kamionkę, tylko dla przepięknych widoków zarówno po drodze, jak i na szczycie.

Jak już wspominałem, droga na Kamionkę jest bardzo łatwa (duża część to asfalt) i doskonale oznaczona. Długa też nie jest, bo 12 km w jedną stronę to nie jest aż taki duży wyczyn. Jeśli będę miał okazję, to wrócę tam przy lepszej widoczności, żeby napawać się obiecanymi widokami (podobno przy najlepszych warunkach widać z Kamionki nawet Tatry, ale prawdopodobnie jest to tylko legenda krążąca wśród przewodników).

Lesko - droga na szybowisko Lesko - śnieg

Lesko - ostoja niedźwiedzia

Podobno niedźwiedzie w Bieszczadach nie śpią!

Lesko - widok ze szczytu góry Kamionka

Widoki na szczycie nie oszałamiały przez pogodę.

Lesko - widok ze szczytu góry Kamionka

 

Gdzie zjeść?

Naturalnie poza zwiedzaniem ważne były też dla nas obiady! Jedliśmy tylko w dwóch miejscach, ale to dlatego, że lokal polecony przez panią z informacji odwiedziliśmy kilkukrotnie.

Juka, bo tak nazywa się wspomniany lokal, znajduje się przy amfiteatrze, można powiedzieć, ze pomiędzy zamkiem, a Sanem. Wystrój wygląda, jakby zatrzymał się kilkanaście lat temu, ale to chyba tylko dodaje mu uroku. A zjeść można naprawdę dobrze i tanio, co zresztą było powodem naszych powrotów (na wspomnienie placków po bieszczadzku zrobiłem się głodny).

Lesko - wnętrze lokalu Juka

Lesko - placki po bieszczadzku

Placki po bieszczadzku

 

Drugim miejscem, które z czystym sumieniem mogę polecić, jest Pizzeria Roma, założona w Lesku w 1994 roku. Pizza nie jest duża, żeby się najeść trzeba wziąć jedną na głowę, ale zrekompensowane jest to smakiem i ogromną ilością rodzajów. Każdy znajdzie coś dla siebie. A po zjedzeniu pizzy na obiad, możecie też zjeść pizzę na deser, bo w ofercie jest taka na słodko – z gruszkami, miodem i orzeszkami. Oczywiście próbowałem i smakowała bardzo dobrze ;)

 

Lesko jest miejscem, które mogę polecić każdemu na 2-3 dniowy wypad. Wydaje mi się, że będąc tam dłużej, mogłoby się okazać, że nie ma co robić. No chyba, że ktoś potraktuje Lesko tak, jak wspominałem na początku – jako bazę wypadową w dalsze rejony.

Ja byłem zadowolony, naładowałem akumulatory i w końcu mogłem przypomnieć sobie, jak wygląda prawdziwa zima. Bo niestety ani w Lublinie, ani w Kielcach ta zima jest taka, no nie wiem, niefajna? ;) Trudno mi to inaczej określić.