Jak to na Majorce chcieliśmy spać w namiocie

O noclegach na Majorce nie mogę, niestety, powiedzieć tego samego co o autostopie. Przed wylotem długo szukaliśmy informacji o budżetowym podróżowaniu na wyspę i większości przypadków czytaliśmy, że spanie „na dziko” jest praktycznie niewykonalne. Mimo wszystko zabraliśmy ze sobą śpiwory i namiot z zamiarem udowodnienia sobie i innym, że nie ma rzeczy niemożliwych. A trzeba było jednak posłuchać kogoś bardziej doświadczonego.

 

Pierwszego dnia wszystko nam się podobało, byliśmy zachwyceni Majorką, a do tego doszła jeszcze radość z łatwości łapania stopa. I przez to podróżnicze rozkojarzenie noc zastała nas w centrum Pollençy co wręcz uniemożliwiło nam znalezienie dobrego miejsca do rozbicia namiotu. Mimo wszystko szukaliśmy, jednak około 22 musieliśmy zrezygnować i udać się do schroniska znajdującego się przy szlaku GR221 (którym to szlakiem i tak chcieliśmy iść następnego dnia). W Refugi Pont Roma, bo tak się miejsce nazywało, nocleg kosztował jakieś 14 euro od osoby, co i tak jak na tamtejsze warunki nie było kwotą dużą. A człowiek mógł się wyspać, wziąć prysznic i jeszcze zjeść śniadanie na tarasie z widokiem na góry. Tutaj też poznaliśmy Eustachego, o którym mogliście już przeczytać na Facebooku.

 

widok z noclegu na Majorce

 

Następnego dnia postanowiliśmy przejść się najpopularniejszym szlakiem górskim na Majorce, czyli wspomnianym GR221. „Najpopularniejszy” to jednak w jego przypadku naciągane stwierdzenie, bo w ciągu całego dnia marszu spotkaliśmy na nim zaledwie kilka osób. Szlak ciągnie się praktycznie przez całe północno-zachodnie wybrzeże i z moich informacji wynika, że nie jest zbyt wymagający. My przeszliśmy tylko krótki odcinek z Pollençy do Lluc (około 17 km, ale większość pod górę) i na miejscu zamierzaliśmy poszukać miejsca na nocleg. Co do samego marszu, to na szlaku zgubić się bardzo trudno, bo na każdym rozwidleniu jest świetnie oznaczony.

 

oznaczenie szlaku na Majorce

 

W Lluc znajduje się sanktuarium, które niczym szczególnym nie zachwyca, przyciąga jednak ogromną ilość turystów i pielgrzymów ze względu na swoją duchową wartość (tu znajduje się figurka Matki Boskiej z Lluc, która jest patronką całej wyspy). Dla nas istotną informacją było to, że obok parkingu znajduje się chyba jedyne na Majorce pole namiotowe. Niestety było płatne (5 euro/osoba), a my nie chcieliśmy płacić za kolejny nocleg. Poszliśmy więc w górę szlaku i dosłownie 500 metrów dalej znaleźliśmy idealną polanę na obozowisko. Tam też spędziliśmy pierwszą i, jak się później niestety okazało, ostatnią noc w namiocie na Majorce.

 

Z Lluc pojechaliśmy stopem do nadmorskiej miejscowości Port de Soller. To był ten dzień, kiedy bez żadnych wyrzutów sumienia mogliśmy wylegiwać się na plaży. Jeśli zaś chodzi o nocleg, drugi raz chcieliśmy znaleźć go w okolicy szlaku, który wiódł pomiędzy Port de Soller a Soller. Spotkaliśmy się jednak z problemem, którego się najbardziej obawialiśmy (i w zasadzie też spodziewaliśmy) – tereny prywatne. Niestety większość ziem na Majorce jest wykupiona na własność, ogrodzona i opatrzona tabliczką z napisem Prohibido el paso, czyli przejście zabronione. Najbardziej odczuliśmy to kiedy chcieliśmy wejść na szczyt jednej z gór. Okazało się jednak, że przejście jest zamknięte, szczyt ogrodzony i w dodatku pod czujnym okiem monitoringu. Wracając do noclegu, to w okolicy, w której szukaliśmy, nie było żadnego dobrego miejsca do rozbicia namiotu, a że robiło się ciemno, po raz kolejny musieliśmy szukać płatnego miejsca do spania. W Soller najtańszym hostelem okazał się Hostel Nadal, ale nie było już wolnych miejsc. Finalnie znaleźliśmy się w Casa Margarita, który był hotelem, jednak o niskim standardzie, więc za nocleg nie zapłaciliśmy więcej niż 25 euro/osoba. Ale widoki w Port de Soller nam to zdecydowanie wynagrodziły.

 

widok w Port de Soller na Majorce

 

Następnego ranka postanowiliśmy pokornie pogodzić się z losem i dzień rozpoczęliśmy od znalezienia noclegu w stolicy. Zarezerwowaliśmy pokój w hostelu Terramar, który był najtańszą opcją (20euro/osoba)i w spokoju mogliśmy się cieszyć zwiedzaniem Majorki.

 

Jak widać, Majorka nie sprzyja spędzaniu nocy w namiocie. Duża ilość terenów prywatnych, wysokie mandaty (podobno nawet do 150 euro!) i ogólna trudność w znalezieniu miejsca na obozowisko. Wyjeżdżając chcieliśmy obalić internetowy mit, po powrocie niestety jesteśmy zmuszeni go potwierdzić. Nie mówię, że nie da się spać „na dziko”. Polecam próbować. Ale warto też mieć plan B.

A Wy mieliście jakieś podróże, które nie do końca szły po Waszej myśli? Podzielcie się historiami w komentarzach, wszyscy się czegoś nauczymy! :)

  • Fajny wpis, warto wiedzieć jak to wygląda z noclegami ;)