Reykjavik i najdziwniejsze muzeum w jakim byłem

Reykjavik - łódź wikingów

Reykjavik jest stolicą Islandii i zarazem największym skupiskiem ludności na tej wyspie. Miasto oraz jego okolice zamieszkuje prawie 2/3 wszystkich żyjących na Islandii ludzi. A jak się jeszcze doda do tego turystów, to wychodzi dokładnie… wychodzi bardzo dużo ludzi. I to widać, jak się do Reykjaviku pojedzie, bo tłok w mieście jest niesamowitym kontrastem dla reszty Islandii.

Mogłoby się wydawać, że stolica takiego kraju jak Islandia będzie co najmniej przepiękna. I dobrze, że ja się tak nie nastawiałem, bo srogo bym się zawiódł. To jest ładne miasto, fakt, ale nie ma sensu spędzać w nim więcej niż jeden dzień. Chyba, że ktoś traktuje to miejsce jako bazę wypadową na inne atrakcje. W innym przypadku – przyjechać, zobaczyć, odjechać.

Chyba najbardziej charakterystycznym budynkiem Reykjaviku jest kościół Hallgrimura, który jest drugim co do wielkości budynkiem w kraju. Jest ładny i wygląda jakby był zbudowany z takich samych kolumn, jakie można spotkać na całej wyspie. I w sumie to tyle, w gruncie rzezy to kościół jak kościół.
A, jeszcze jedno. Przed tym kościołem stoi całkiem ładny pomnik wikinga, Leifa Erikssona.

 

Reykjavik - kościół Reykjavik - Leif Eriksson

 

Innym pomnikiem jest współczesna rzeźba łodzi wikingów, która sama w sobie może nie jest spektakularna, ale znajduje się na samym brzegu oceanu. A jak się połączy oba widoki, to wygląda już znacznie lepiej :)

 

 

Reykjavik - łódź wikingów

 

Znacznie ładniejsze są wszechobecne murale i kolorowe domki. Nie mam pojęcia dlaczego islandczycy tak lubują się w kolorowych zabudowaniach, ale mnie to nie przeszkadza, bo mi się podoba ;)

 

Reykjavik - mural Reykjavik - muralowy domek Reykjavik - kolorowy domek

 

Żeby już wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje, to jeszcze powiem, że te słynne hot-dogi z budki w Reykjaviku wcale nie są takie super. Serio. Jadłem lepsze. Mam wrażenie, że Bill Clinton jadł te hot-dogi wyłącznie dlatego, że były najbliżej. A nie dlatego, że były najlepsze.

Ale dobra, przejdźmy do jakichś miłych rzeczy, bo zaraz będzie, że Reykjavik to samo zło i trzeba omijać z daleka. Otóż nie. Wystarczy pospacerować trochę po głównej ulicy żeby znaleźć coś dla siebie. Dla jednych to będą sklepy z pamiątkami, dla innych restauracje, a ja sobie znalazłem całoroczny sklep bożonarodzeniowy. To jest miejsce, w którym choinka jest ubrana cały rok, zawsze znajdziesz świąteczne gadżety czy posłuchasz kolęd. A jeśli to mało, to dodatkowo możesz kupić sobie drobny świąteczny upominek, taki ładny, zapakowany w papier prezentowy i w ogóle. I możesz go sobie otworzyć tak jak ja, zaraz po wyjściu ze sklepu, nie zważając na to, że jest to np. wrzesień. Albo możesz poczekać do świąt, położyć go pod swoją choinką, a po wigilii otworzyć i przypomnieć sobie podróż na Islandię. Chociaż ja bym tak nie umiał, nie mam tyle cierpliwości. Aaa, i możesz też wysłać list do Świętego Mikołaja, przed sklepem stoi taka specjalna skrzynka pocztowa ;)

 

Reykjavik - xmas shop

 

No i jest jeszcze miejsce o którym wspominałem już na Instagramie. I w tytule wpisu. Muzeum. Zaskakujące i oryginalne. Kiedy mówię znajomym, że będąc na Islandii odwiedziłem to muzeum, to patrzą na mnie z politowaniem pytając: „Serio?”. Ale czy naprawdę aż tak dziwne jest to, że odwiedziłem muzeum… penisów? Chyba jedyne na świecie, więc nie wiem kiedy kolejna okazja mogłaby się przytrafić. Muzeum otwarto w 1997 roku z inicjatywy Sigurdura Hjartarsona, który kolekcjonował przyrodzenia zwierząt odkąd dostał w prezencie byczego fallusa (wiem jak to brzmi – nie chodzi o to, że był duży, tylko o to, że należał wcześniej do byka).
Aktualnie w muzeum możemy zobaczyć różnorodne zwierzęce przyrodzenia – te największe i te najmniejsze, artykuły gospodarstwa domowego wzorowane na penisach, zabawne obrazki czy odlewy członków (huehue, co za gra słów) islandzkiej reprezentacji w piłkę ręczną, która na Olimpiadzie w Pekinie w 2008 roku zdobyła srebrny medal. A poniżej podrzucam Wam kilka zdjęć – wybrałem takie, których nie musiałem cenzurować ;)

 

 

Generalnie utrzymuję, że Reykjavik jest ładny. Zresztą jak wszystko na Islandii. I może właśnie dlatego stolica mnie tak bardzo nie zachwyciła – w końcu konkurując z gejzerem, lodowcem czy wodospadami ma mizerne szanse na zwycięstwo ;)