Spełnione marzenie – gejzer na Islandii

Kiedy tylko wylądowałem na Islandii powiedziałem sobie, że choćby się waliło i paliło ja muszę zobaczyć gejzer. Mogłem nie zobaczyć nic innego, mogłem tam iść nawet na piechotę (i niewiele brakło, a tak by się stało), ale musiałem spełnić jedno ze swoich małych marzeń. I udało się, choć nie bez przeszkód.

 

Żeby opowiedzieć Wam historię z gejzerem, muszę zacząć od historii z samochodem, o której wspominałem już tydzień temu.

Od początku więc.
Z uwagi na to, że koszt wyprawy miał być jak najniższy, samochód także był wynajmowany „po taniości”. Nie był więc przesadnie komfortowy i wyposażony. Jeździł i dało się w nim spać, a to było najważniejsze.

 

samochód, gejzer

Tak, w tym samochodzie wysypiały się 3 osoby :)

 

Powyższe auto służyło nieco ponad połowę podróży, zjechało praktycznie całą południową Islandię, aby ostatecznie zepsuć się jakieś 25 km od Reykjaviku. Znaczy wiecie, samochód generalnie jeździł, ale urwał się w nim tłumik, więc owa jazda do najprzyjemniejszych nie należała. Trzeba było coś zrobić, wjechałem więc na wysoki krawężnik, wczołgałem się pod auto i tym co miałem akurat pod ręką (czyli taśmą izolacyjną i kawałkiem sznurka, niczym MacGyver) udało mi się tłumik jako tako przymocować. Tak „naprawionym” samochodem dotarłem do Akranes, miejscowości znajdującej się na północ od Reykjaviku. Tam miałem zarezerwowany nocleg, tam też udało się jakoś ten tłumik pospawać. I to miał być koniec problemów.

Następnego dnia wyjechałem z Akranes w kierunku gejzera czyli, jak dla mnie, głównej atrakcji Islandii. Nieszczęsny tłumik był trochę nieszczelny, toteż samochód był nieco głośniejszy niż powinien. Jechał tak aż… 100 km. Nawet niecałe. Spełnił się najczarniejszy scenariusz i tłumik urwał się po raz drugi. Niestety tym razem odpadając zabrał ze sobą również tylny zderzak, co w zasadzie uniemożliwiło dalszą jazdę.

 

urwany tłumik w drodze na gejzer

 

Z pomocą przyjechał Polak, od którego wynająłem samochód. Co prawda czekałem na niego 3 godziny, ale wykorzystałem ten czas aby zaobserwować to o czym pisałem tydzień temu – pogoda na Islandii faktycznie zmienia się bardzo często. Może to nie jest to przysłowiowe 5 minut, ale w ciągu 3 godzin wielokrotnie aura zmieniała się z deszczowej w słoneczną. I na odwrót.
Jeśli zaś chodzi o samochód, wszystko skończyło się bardzo dobrze. Uszkodzony został zabrany, a w zamian mogłem jeździć „samochodem zastępczym”, który sprawił, że ostatnie dni na Islandii, pod względem podróży i noclegu, były naprawdę komfortowe.

 

samochód, którym finalnie dojechałem na gejzer

 

Finalnie udało się dojechać do gejzera. Dużo później niż planowałem na początku, ale nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre! Z powodu późnej pory przy samym gejzerze było bardzo mało osób i widoczność była znakomita.
Ciekawostką jest fakt, że gejzer na filmiku niżej to nie jest słynny Geysir, od którego nazwę wzięły wszystkie inne. Ten niestety od ostatniego trzęsienia ziemi już nie wybucha, ale trzeba pamiętać, że w latach świetności wyrzucał gorącą wodę na 80 metrów w górę! Gejzer, który w tym momencie jest największym czynnym na Islandii, to Strokkur (z islandzkiego – maselnica). Wybucha co około 5 – 10 minut i wyrzuca słup wody o wysokości około 30 metrów.

Poniżej wrzucam Wam wspomniany filmik wybuchającego gejzera, a sam idę wykreślić kolejną pozycję z Listy marzeń :)

 

  • Udało mi się zobaczyć gejzer parę razy na Islandii i rzeczywiście robi to niezłe wrażenie :) Ale najlepsze doświadczenie dla mnie to to, że wiem dlaczego to się dzieje i jak to się dzieje – świadoma turystyka to cudowna sprawa ♥
    Czekam na więcej!

    • Miło widzieć w jaki sposób zachodzą różne zjawiska w przyrodzie, to fakt :) Swoją drogą, na Islandii znajduje się także Geysir Center, w którym można zobaczyć wyjaśnienie działania gejzerów. To taki tip, jakby ktoś się wybierał, a nie wiedział :)