Gdzie byłem, gdy mnie nie było? + plany na 2018 rok

latarnia morska na Islandii

Odkąd rozpoczął się nowy rok nieco zniknąłem z bloga i mediów społecznościowych. Nie zniknąłem tylko z Instagrama, mało tego, moja aktywność tam się znacznie zwiększyła, ale o tym dlaczego tak, to za chwilę. Ale, ale! Niech nikt sobie nie myśli, że leżałem, leniuchowałem i w ogóle nic nie robiłem. Przez te pierwsze trzy tygodnie nowego roku postanowiłem ogarnąć swoje życie na wszystkich płaszczyznach. A przynajmniej na większości z nich. Także poczyniłem pewne postanowienia, plany oraz pierwsze kroki ku ogarnięciu swojego życia na poziomie prywatnym, zawodowym, uczelnianym i blogowym.

Kurczę, sporo tego.

Ale to było potrzebne. Ułożyłem sobie wszystko, zrobiłem plany, zacząłem i czuję teraz, że to może być dobry rok.

A tym, którzy mają chwilkę czasu, chciałbym powiedzieć do jakich wniosków doszedłem.

 

Prywatnie i zawodowo podjąłem dwie ważne decyzje. Po pierwsze postanowiłem organizować swoje życie tak, by mieć więcej czasu dla siebie i dla bliskich. I też jak najmniej tego czasu marnować. A po drugie przestałem robić rzeczy, które sprawiały, że się nie rozwijam. I zmieniłem pracę.

Ta obecna też nie jest jakaś super ekstra. Ale pracując przy obsłudze widza w lubelskim Centrum Spotkania Kultur mam na pewno szersze perspektywy niż rozwożąc pizzę. Chociaż teraz też nie jestem u szczytu swoich możliwości. Ale od czegoś trzeba zacząć, nie?

A to pierwsze postanowienie, to o organizowaniu życia, sprawiło, że zacząłem się tym tematem interesować bardziej. Coś tam czytam, słucham podcastów. I próbuję to wprowadzać w życie. I powiem Wam, że to jest dobre.

I tak doszliśmy do pierwszego blogowego wniosku. Z założenia chciałem pisać ,,o wszystkim, co w życiu dobre”, więc skoro uważam umiejętne organizowanie sobie życia za dobre, to możecie się od czasu do czasu spodziewać na blogu czegoś na ten temat. Nie będę Wam mówił jak żyć, bo nie czuję się kompetentny. Będę Wam mówił jak żyję. A jak komuś to pomoże, to będzie mi bardzo miło.

Uczelni nie ogarniam jakoś spektakularnie i w zasadzie nie ma o czym mówić. Napisałem w ciągu pierwszych dwóch tygodni rozdział magisterki. Bo musiałem. I niedługo zacznę pisać drugi. Bo muszę. Ale szczerze? Postanowiłem nie robić na studiach nic ponad to, co muszę. Chyba, że uznam coś za interesujące, ciekawe i rozwijające. A, wbrew pozorom, nie wszystko na studiach takie jest.

 

Przejdźmy do poziomu blogowego. Bo tu się trochę zadziało.

Zacznę od tego, o czym pisałem na Facebook’u na samym początku roku. 1 stycznia rozpocząłem projekt365, który polega (przynajmniej u mnie) na publikowaniu na Instagramie jednego zdjęcia dziennie. Codziennie. Przez cały rok. Idzie mi różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale już teraz zauważam u siebie pewną zmianę w patrzeniu na świat. Więc mam nadzieję, że potem będzie jeszcze lepiej. Efekty można zobaczyć na Instagramie, do którego link podrzucam tutaj. Można sobie kliknąć teraz, albo przeczytać tekst do końca i potem poszukać wtyczki po prawej stronie :)

Drugą kwestią jest wprowadzenie jakiejś regularności na bloga. Między innymi jakichś ram czasowych, czegoś co pozwoli mi zamykać konkretny miesiąc i otwierać kolejny. Może nawet czegoś, na co czekalibyście z zaciekawieniem. Lekkie rozszerzenie tematyki bloga na pewno pomoże mi w tej regularności, bo i zwiększy ilość tematów, o których mogę Wam coś napisać. Nie będę pisał na siłę, bo nie o to tu chodzi. Ale nie będę też się na siłę ograniczał. Jeśli będę chciał o czymś napisać, czymś się podzielić, to po prostu to zrobię. Kilka pomysłów zresztą już mam, będę je pewnie wprowadzał stopniowo. Nie rezygnuję oczywiście z podróży, co to to nie, za bardzo to lubię. Ale też muszę pogodzić się z tym, że studiując dwa kierunki i pracując mam ograniczone możliwości wyjazdowe. I czasowo, i finansowo. Skończę dziennikarstwo, to nadrobię. Niemniej jednak nie wykluczam teraz jakiegoś weekendowego wypadu. Bo już czuję, że się strasznie zasiedziałem w jednym miejscu.

Jeszcze jedna ważna rzecz. Postaram się być bardziej aktywny w social mediach. Tak żeby na Facebook’u i Instagramie było coś więcej niż linki do kolejnych artykułów. Chociaż ten Instagram to już teraz służy do czegoś innego w sumie. Ale na Facebook’u pusto i cicho. A to chcę zmienić. Może nawet uda się w ciągu roku zbudować jakąś zaangażowaną społeczność. Zebrać ludzi, którzy będą chcieli wdać się między sobą w dyskusję. Albo ze mną, też by było miło. Coś przeczytać, ale też napisać coś od siebie. Podzielić się jakimiś spostrzeżeniami, innym spojrzeniem na problem. Ale to jest taki cel długodystansowy, zobaczymy w praktyce co z tego wyjdzie.

 

Tak. To są chyba te trzy najważniejsze w tej chwili wnioski. Jest ich jeszcze kilka, ale tamte są malutkie, czasem nawet nieistotne, więc nie będę się na ich temat rozwodził.

 

Na koniec jeszcze tylko mała prośba. Byłbym cholernie wdzięczny jakby mi ktoś napisał coś, cokolwiek, na temat powyższy. Co na ten temat myśli, jak to widzi. A za wszelkie wskazówki płace jak za prezydenta :)

 

Tyle ode mnie dzisiaj.

Miłego dnia, tygodnia, miesiąca, roku. Niepotrzebne skreślić.