Jaki był lipiec?

Zachód słońca w Guardzie

Zauważyłem, że wakacje zdecydowanie nie sprzyjają mi w tworzeniu na bloga. Szczególnie jeśli, tak jak w tym roku, są to wakacje dosyć intensywne, gdzie wszystko jest nowe, gdzie ciągle coś się dzieje. A jak dodam jeszcze do tego problemy z laptopem, a konkretnie z internetem na laptopie, to wychodzi na to, że działo się w lipcu mnóstwo, a na blogu nie ma nic o Portugalii. Dlatego w sierpniu postaram się trochę nadrobić i pokazać Wam ten kraj. Jednocześnie odkrywając nowe rzeczy :)

Wyjątkowo potraktuję ten post nie jako podsumowanie, a zapowiedź tego, co będzie na blogu.

 

Gdyby faktycznie było tak, że początek miesiąca zwiastuje jego całość, to lipiec byłby baaaaardzo nieciekawy :) Zaczął się egzaminami, które były średnio co drugi dzień. A ja stresowałem się nimi dodatkowo, bo wiedziałem, że muszę wszystko zaliczyć za pierwszym podejściem – bo jakiekolwiek kolejne terminy miały być podczas mojego pobytu w Portugalii. Udało się, więc przejdźmy dalej i zostawmy sesję za sobą.

 

Z Lublina do Kielc wróciłem tylko na chwilę, bo już po niecałych dwóch dniach jechałem na Śląsk na wesele znajomych. I było świetnie – nie dość, ze ludzie wspaniali, to jeszcze najadłem się, napiłem i wybawiłem za dwóch. Było mi strasznie przykro, że nie mogłem zostać do końca, ale musiałem wrócić do Kielc żeby odespać i spakować się do Portugalii.

 

Portugalia. Wyjazd, na który tak bardzo czekałem. Wyzwanie, przygoda, nowe doświadczenie zawodowe i jednocześnie też wypoczynek. I wiecie co? Jest cudownie. Dawno nie byłem tak zadowolony z podjętej przeze mnie decyzji. Po kolei.

Praktyki odbywam w Guardzie, która jest najwyżej położonym miastem w Portugalii. To miejsce tak przepiękne, że nawet idąc na zakupy do Lidla człowiek spotyka takie widoki, że musi się zatrzymać, bo nie da się przejść obok obojętnie. O Guardzie lada dzień pojawi się na blogu osobny wpis, więc tutaj opowiem krótko na czym polegają moje praktyki.

Otóż, pracujemy w Welcome Center da Guarda, które jest tutejszym biurem informacji turystycznej. Praca polega na tym, żeby udzielać turystom niezbędnych wskazówek dotyczących miasta i okolicy oraz odpowiadać na wszystkie nurtujące ich pytania. Dodatkowo czasem trzeba przygotować jakieś materiały promocyjne, coś sprzątnąć czy coś gdzieś zanieść. Ale głównie jednak obsługujemy turystów – Monika po portugalsku i czasem po hiszpańsku, ja po angielsku. Oczywiście nigdy nie jesteśmy sami, więc jak pojawiają się jakieś problemy (bo przecież nie możemy wszystkiego wiedzieć), to zawsze jest się kogo dopytać i poprosić o pomoc. Więcej o samym systemie pracy w Portugalii i ludziach, których spotkałem napiszę później, bo stworzę też osobny post o życiu w tym kraju i tutejszych zwyczajach.

 

W temacie Portugalii zostając, to będę też pisał o tutejszej kuchni. Bo próbowałem już prawie wszystkiego, począwszy od klasycznego pastel de nata, poprzez caldo verde, a skończywszy na niezwykle sycącym daniu, co się nazywa francesinha. Portugalczycy jedzą dużo i często, a wiele z ich dań jest baaaardzo słodkich.
Oczywiście nie jemy ciągle na mieście, większość gotujemy w domu. Często robimy więc zakupy. Dlatego pomyślałem, że jeden z postów poświęcę portugalskim cenom – porównam je z cenami z internetowego sklepu Tesco, z którego korzystam w Polsce. Albo z Auchan, o ile mają jakiś sklep internetowy, żebym mógł sprawdzić ceny :) Może komuś się taki cennik przyda w planowaniu podróży :)

Widok na góry w Guardzie Zachód słońca w Guardzie

 

Jeżdżąc po Portugalii zdobyłem też kolejne doświadczenia w podróżowaniu autostopem. Dlatego też mam w planach stworzenie pewnego rodzaju poradnika autostopowicza – nie tylko odnośnie Portugalii, ale tak ogólnie. Takie konkretne informacje o tym, jak się przygotować, jak się zachowywać i co robić, a czego nie.

 

Już tak zmierzając ku końcowi podzielę się jednym spostrzeżeniem. Jadąc na praktyki do miasta liczącego zaledwie 40 tysięcy mieszkańców spodziewałem się, że będę się nudził i chciał jak najczęściej z niego uciekać. Natomiast na miejscu okazało się, że w Guardzie ciągle coś się dzieje – na tygodniu jakieś spotkania, filmy czy mini-koncerty, w weekendy festiwale i koncerty na dużo większą skalę. Najpierw był festiwal Noite Branca, potem Dzień Pastucha (ciągle mnie bawi ta nazwa), potem jeszcze Festiwal Bluesa. Naprawdę co chwilę coś się dzieje :)

Noite Branca w Guardzie Noite Branca w Guardzie Noite Branca w Guardzie Dzień Pastucha w Guardzie Dzień Pastucha w Guardzie

 

Chyba dosyć chaotyczny wyszedł ten wpis, ale to tylko dlatego, że nie chciałem zdradzać szczegółów tego, o czym będę pisał. Dlatego mam nadzieję, że chociaż trochę Was zachęciłem i chociaż na jeden z nadchodzących wpisów z Portugalii będziecie czekać :)

Wszystkiego dobrego! :)