Jaki był marzec?

Skończył się kolejny miesiąc, już trzeci w tym roku, i powoli zaczynam zauważać, jak ten czas szybko leci :) Minęła Wielkanoc, zaraz wakacje, Boże Narodzenie i 2019 rok. I w tym całym pędzie bardzo podoba mi się to, że od czasu do czasu mogę sobie siąść i sprawdzić, co dobrego spotkało mnie w ciągu miesiąca. Sprawdzić, napisać i się z Wami tym podzielić.

 

Marzec zaczął się dla mnie, jak dobra historia sensacyjna – od sporego wyzwania. Ale czymże byłoby życie bez wyzwań?

No właśnie.

Więc bardzo się cieszyłem myśląc o spotkaniu podróżniczym, które mam poprowadzić. Stres był przeogromny, ale dałem radę (chyba) i tak mi się to spodobało, że chciałbym więcej.

Do rzeczy.

3 marca w Regionalnym Centrum Wolontariatu w Kielcach odbyło się spotkanie podróżnicze na temat Islandii, które miałem przyjemność poprowadzić. Było fantastycznie i z tego miejsca jeszcze raz chciałem podziękować wszystkim osobom, dzięki którym mogłem to przeżyć. Organizatorom, mojemu osobistemu wsparciu i wszystkim tym, którzy przyszli mnie posłuchać. Dzięki! A Przystanek Młodych w Kielcach polecam każdemu – świetni ludzie, świetne zajęcia, świetne spotkania. 

Generalnie wszystko świetne.

marzec - zdjęcie ze spotkania o Islandii marzec - zdjęcie ze spotkania o Islandii

A autorem powyższych zdjęć (no i tego wyróżniającego wpis też) jest Maciek z bloga FotoLaik.pl.

Od razu po spotkaniu musiałem jechać z Kielc do Lublina, bo następnego dnia brałem udział w  pierwszym w tym roku zorganizowanym biegu – Bieg Tropem Wilczym 2018. Wyzwanie było spore, ponieważ to był ten okres, kiedy było mega zimno, a ja, człowiek często leniwy i wygodny, przy temperaturze -10 stopni nie biegałem. Więc na bieg poszedłem trochę „na żywca”.

Ale dałem radę i jestem z siebie dumny.

W ogóle, jeśli chodzi o bieganie, to marzec w końcu wygląda dobrze. Wpadłem w jakąś taką regularność, zwiększam dystans, czy też prędkość na krótszych trasach, więc jestem dobrej myśli. Przebiegłem w marcu 63 km, co jest całkiem dobrym wynikiem. I teraz chcę więcej! :)

marzec - Bieg Tropem Wilczym 2018

 

Dzięki pracy w lubelskim Centrum Spotkania Kultur miałem okazję zobaczyć też kilka ciekawych wydarzeń. Na przykład obejrzałem sobie stand-up trzech czołowych polskich komików – Kacpra Rucińskiego, Łukasza Lotkowskiego i Rafała Paczesia. I zaśmiewałem się jak głupi, choć w sumie nie powinienem, bo przecież byłem w pracy. A śmiech jest nieprofesjonalny. Ale co tam, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi :)

Były też koncerty. Rany, jakie to jest cudowne, że ja mogę być na koncertach, słuchać sobie muzyki na żywo i jeszcze brać za to pieniądze. Polecam każdemu taką pracę :)

Koncerty, tak. Kortez był, na przykład. Trochę taka usypiająca muzyka, jakiegoś super wrażenia na mnie nie zrobił, ale głos ma niesamowity. I Perfect był. No oni to wrażenie na mnie zrobili. Ta muzyka ma w sobie to „coś”. Aż mi się zatęskniło wtedy za Woodstockiem, który już w sumie nie jest Woodstockiem, tylko Pol’and’Rock Festivalem. Ale nie oszukujmy się, i tak każdy będzie mówił, że jedzie na Woodstock :D

 

No i jeszcze trochę takiej kultury w domowym zaciszu, czyli co widziałem, czytałem i takie tam ;)

Książka była w sumie jedna- Achromatopsja Artura Chmielewskiego. To powieść z uniwersum Metro 2033 (czyli moje, postapokaliptyczne, klimaty), której fabuła dzieje się w Warszawie. Napisana dosyć przyjemnie (w sensie, że przyjemnie się czyta), choć czasem zdarzają się małe nieścisłości fabularne czy jakieś inne niedociągnięcia. Ale jak ktoś lubi takie klimaty, to szczerze polecam ;)

Kilka filmów się przewinęło, także po jednym zdaniu o każdym.
Rytuał – netflixowski horror, który obejrzałem, bo nie miałem nic innego, a miałem wolny czas. Dosyć ciekawy, choć trochę oklepany – no bo las i kilka osób, które się w nim zgubiły i chcą przeżyć i z niego wyjść. Więcej nie będę pisał, co by nie spojlerować. Film w zasadzie można obejrzeć, ale jak macie pod ręką coś ambitniejszego, to odłóżcie Rytuał na później ;)
Kształt Wody – no musiałem, Oscar przecież. Zasłużony chyba. Zapatrzony byłem w ten film, jak w obrazek. Piękne zdjęcia, piękna historia (która momentami mnie nawet zaskakiwała) i, ogólnie rzecz biorąc, piękny film. Powiem Wam, że jak tak sobie oglądałem, to mi się strasznie kojarzył z Bioshockiem – no bo laboratorium, woda i dziwne stworzonko. W sumie to byłby to najlepszy film, jaki obejrzałem w marcu, gdyby nie…
Coco – raaany, jaka to cudowna bajka. Lubię bajki, mówiłem już kiedyś? Jeśli nie, to teraz jest okazja. Czasem się to może dziwne wydawać, bo dorosły chłop, który chce uchodzić za ogarniętego, a bajki wieczorami ogląda. No ale tak już mam, że uważam, iż bajki są świetne. A szczególnie takie, jak Coco. Przepiękna historia, taka z morałem (nie będę mówił jakim, to trzeba sobie samemu odkryć) i cudowną muzyką. Jeśli mam wybrać jeden film z marca i uznać za najlepszy, to wybieram właśnie Coco.
Jumanji. Przygoda w dżungli – no to, to ja sobie obejrzałem tuż przed świętami, co by odpocząć trochę od codzienności i pisania magisterki. I jeśli podchodzić do tego filmu, jako do super lekkiego, takiego do obejrzenia ze znajomymi lub z rodzinką, to jest to całkiem dobra produkcja. Choć do oryginału z 1995 roku nie ma podjazdu, to nie ta liga :D No i jeszcze jedna refleksja po tym filmie – polski dubbing w filmach brzmi śmiesznie. Nawet nie zabawnie, tylko śmiesznie.

Zacząłem jeszcze w marcu oglądać Punishera, zeszłoroczny serial Netflixa, podobno jeden z lepszych. Ale jeszcze  nie skończyłem, więc kilka słów na jego temat pewnie napiszę za miesiąc.

 

Na koniec zostawiłem informację, której nie powiem w całości. Tak, żebyście się pozastanawiali trochę „O co mu, do diabła, chodziło?”. Pod koniec marca stanąłem przed kolejnym wyzwaniem, zrobiłem coś, czego do tej pory byłem tylko odbiorcą. Ale nic więcej nie powiem, trzeba będzie poczekać do, mniej więcej, czerwca :D

 

A Was co ciekawego spotkało w marcu? Coś się stało, coś osiągnęliście? No i jak tam święta?
Wypoczęci?
Najedzeni?

No to ruszamy! Kwietniu, teraz twoja kolej! :D