Jaki był sierpień?

sierpień - Porto

Sierpień był miesiącem, w którym sporo się działo. A najwięcej zrobiłem w ciągu jednego tygodnia, w którym to gościłem w Portugalii przyszłych teściów. Pojeździliśmy trochę po kraju (2000 km w ciągu tygodnia :D ), pozwiedzaliśmy, popróbowaliśmy lokalnego jedzenia i naprawdę miło spędziliśmy czas. Ale po tym tygodniu byłem tak zmęczony, że praktycznie do końca miesiąca nie robiłem nic :D

 

Ale po kolei.

 

Sierpień zaczął się od Aveiro i pierwszego pobytu nad oceanem. Powiem tutaj tylko, że to miasto jest na tyle przeciętne, że teraz, po miesiącu, niewiele z niego pamiętam. Na szczęście jest blog i mogę się nim wspomóc – o Aveiro pisałem tutaj.

Aveiro - secesyjne kamienice

 

Bodajże tydzień później odwiedziłem miasteczko położone zaledwie 25 km od Guardy – Belmonte. Odbywało się tam święto średniowiecza, było więc mnóstwo rycerzy, straganów z rękodziełem, kilka koncertów i spektakli teatralnych. Belmonte słynie ze średniowiecznego zamku, który zachowany jest w całkiem dobrym stanie. Aczkolwiek bardziej podobało mi się to, że w związku z trwającym świętem wszystkie muzea w miasteczku były darmowe :) Najlepsze z nich (bo największe i najbardziej nowoczesne) było Muzeum Odkryć Geograficznych. Choć prawdę mówiąc, powinno się nazywać muzeum odkrycia Brazylii, bo to o niej było tam najwięcej informacji. Ale nie ma się co dziwić – z Belmonte pochodził Pedro Álvares Cabral, człowiek który w 1500 roku odkrył nowy ląd, który wtedy nazwał Terra de Vera Cruz (Ziemia Prawdziwego Krzyża), a dziś wszyscy nazywamy go Brazylią. Co do samego Belmonte – miasteczko bardzo ładne, ale wystarczy chwila, żeby je zwiedzić. Świetne jako krótki przystanek, kiepskie jako cel sam w sobie ;)

sierpień - Belmonte sierpień - Belmonte

 

Tydzień później do Portugalii przylecieli rodzice Moniki. Wynajęliśmy samochód, pojechaliśmy do Lizbony i odebraliśmy ich z lotniska. Pierwsze dwa dni spędziliśmy w Caparice, miejscowości na północ od Lizbony, której praktycznie jedyną atrakcją były plaże i ocean. Ale w zasadzie o to chodziło – żeby się trochę powylegiwać na słońcu i kąpać w oceanie.

W międzyczasie odwiedziliśmy też Lizbonę, a konkretnie Alfamę i Belem. I powiem Wam, że jestem stolicą Portugalii zawiedziony. Sam nie wiem do końca dlaczego, ale Lizbona mi się zupełnie nie podobała. No okej, może Belem było ładne, ale tak naprawdę to tylko klasztor, Pomnik Odkrywców i Wieża Belem. A samo centrum czy Alfama, po której spacerowaliśmy, nie wywarła na mnie praktycznie żadnego wrażenia. Ale. Mnóstwo osób mówi, że Lizbona jest przepiękna, że trzeba ją po prostu poznać, że to się nie da tak od razu. Okej, dam jej jeszcze jedną szansę, bo właśnie ze stolicy mamy lot. Także jedziemy tam kilka dni wcześniej, będę miał jeszcze chwilę, żeby się do Lizbony przekonać. I niezależnie od efektu tej wizyty, po powrocie do Polski napiszę na blogu o swoich wrażeniach, co do stolicy Portugalii :)

sierpień - Costa de Caparica sierpień - panorama Lizbony sierpień - wieża Belem

 

Razem z rodzicami Moniki odbyliśmy też dwie krótkie wizyty w Fatimie i Viseu. To pierwsze, to praktycznie klasztor i nic więcej. Ale sam klasztor jest ogromny, monumentalny wręcz. I robi wrażenie. Ale nie na tyle, żeby się o tym jakoś bardzo rozpisywać ;)
Viseu z kolei jest miejscowością, którą na tę chwilę odwiedzam najczęściej (poza Guardą oczywiście). Z Moniką byliśmy tam dwa razy, z jej rodzicami kolejny, potem jeszcze jeżdżąc trochę busami praktycznie zawsze mieliśmy w Viseu przesiadkę. To miasto mi bardzo przypomina Guardę – poza starówką i katedrą nie ma tam wiele do odwiedzenia. Takie naprawdę ładne miejsce, żeby pojechać na jeden dzień, pospacerować i coś zjeść. Serio, nawet pomimo kilku wizyt nie bardzo wiem, co o Viseu mógłbym napisać ;)

sierpień - Fatima sierpień - Viseu

 

No a potem było Porto. Byłem tym miastem zachwycony, o czym wspominałem zresztą na Instagramie. Wydaje mi się, że Porto jest najładniejszym miastem, jakie do tej pory przyszło mi odwiedzić. I już teraz wiem, że na pewno je odwiedzę i to nie jeden raz. Bo fakt, pospacerowałem trochę po nim, zobaczyłem większość obiektów „must see”, ale jeszcze mnóstwo przede mną. Chciałbym na przykład odwiedzić księgarnię Lello, gdzie J. K. Rowling wpadła na pomysł napisania Harrego Pottera. Dlaczego nie byłem tam przy ostatniej wizycie? Bo miejsce jest tak popularne, że żeby wejść do środka trzeba kilka godzin odczekać w kolejce. Dlatego wrócę tam poza sezonem turystycznym, może wtedy łatwiej będzie się tam dostać ;) O Porto być może tez coś więcej jeszcze pojawi się na blogu, ale tutaj nie obiecuję – chciałbym po prostu odwiedzić to miasto raz jeszcze i wtedy opisać Wam wszystko ze szczegółami. Ale jeśli przyjdzie wena, to nie będę się z nią kłócił ;)

sierpień - Porto sierpień - Porto

 

Odstawiwszy rodziców Moniki na lotnisko postanowiliśmy wykorzystać posiadanie samochodu i zrobić sobie jeszcze jedną małą wycieczkę na Cabo da Roca. To najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentu europejskiego. To miejsce mi niezwykle przypominało Islandię – surowy, górski krajobraz dookoła, porywisty wiatr, wysokie na ponad 100m klify i rozbijające się o nie fale oceanu. Ciekawostką może być fakt, że latarnia morska stojąca na Cabo da Roca jest pierwszą celowo wybudowaną latarnią w Portugalii. Dzięki temu, że stoi na wysokości 150m nad oceanem, to jej światło widać już z odległości 46 kilometrów! :)

sierpień - Cabo da Roca

 

Potem wróciliśmy do Guardy i… odpoczywaliśmy. Nie sądziłem, że jeden tydzień potrafi człowieka tak zmęczyć :) Ale pomimo intensywności, pomimo tego, że padliśmy potem bez życia na łóżko, to i tak było warto. Dzięki wizycie moich przyszłych teściów sierpień był chyba najbardziej intensywnym miesiącem w tym roku :D

 

No i powoli szykuję się już do powrotu do Polski. Ale to nie znaczy, że koniec przygód, o nie! Wrzesień też jest bardzo ciekawy, a będzie jeszcze lepszy, zaufajcie mi ;)

Wszystkiego dobrego ;)