Jaki był styczeń?

Cykl „Jaki był…” będzie wpisem podsumowującym ostatni miesiąc. Z jednej strony będzie to dla mnie świetny sposób na ogarnięcie tego, co się w danym miesiącu działo, co zrobiłem i co widziałem. Pomoże mi to też się w jakiś sposób rozliczyć ze sobą z planów na dany miesiąc, z sukcesów i porażek. Z drugiej strony, dla Was to będzie jakaś kopalnia pomysłów. Bo jeśli w danym miesiącu zrobię coś fajnego, albo pojadę w super miejsce, to będę Was namawiał do tego samego. A jeśli coś naprawdę dobrego obejrzę, przeczytam lub wysłucham, to Wam o tym opowiem, podlinkuję i polecę.

 

Styczeń był dosyć produktywny. Przez pierwszą połowę pisałem rozdział pracy magisterskiej, przez drugą ogarniałem sesję. Cudowne jest to, że w skali stycznia (no bo sesja się jeszcze nie skończyła :c) i jedno i drugie się udało. Podczas nauki na egzaminy świetnie sprawdziło się wstawanie rano i uczenie się, kiedy inni jeszcze śpią. Nic mnie wtedy nie rozpraszało, nie miałem w głowie żadnych innych rzeczy do zrobienia i codziennie te 2-3 godziny poświęcałem wyłącznie na czytanie wszelkich notatek. Oczywiście, nie udałoby mi się tego zrobić, gdybym nie miał jakiegoś dobrego planu. Ten powstał, zaczął być realizowany i dlatego też powstał wpis Jak wstawać rano? 5 prostych kroków.

Teraz coś co nie do końca mi się w styczniu udało – bieganie. Obiecałem sobie wrócić do tego, z uwagi na stale pogarszającą się kondycję i poczucie braku aktywności fizycznej. No i też dlatego, że po prostu lubię biegać. Na początku było świetnie, wracałem już do formy, swobodnie, prawie bez zadyszki przebiegałem 5 km. Niestety, na zajęciach sportowych na uczelni, uszkodziłem sobie nogę. Źle stanąłem, gdzieś ją wykrzywiłem i, chociaż nie była skręcona, to bolała przez ponad tydzień. Kiedy w końcu postanowiłem nogę rozruszać i stwierdziłem, że już mi ona nie przeszkadza w bieganiu, to się rozchorowałem i uziemiłem się na kilka dni. No i teraz, w lutym, będę musiał zaczynać od początku. Ale się przecież nie poddam, nie? :D

A teraz najważniejsze! Spełniłem w styczniu jedno ze swoich marzeń. Nauczyłem się strzelać z broni palnej :) Chociaż, prawdę mówiąc, po jednej godzinie na strzelnicy, to trudno mówić o umiejętności strzelania. Ale ogarnąłem temat, postrzelałem trochę, zobaczyłem jak to jest i już wiem, ze to nie był mój ostatni raz. Na strzelnicę na pewno wrócę. I to nie raz :)

 

 

Przechodząc do szeroko rozumianej kultury, czas na to, co widziałem, czytałem, słuchałem.
Naturalnie nie będą to recenzje, bo nie czuję się dobry w byciu krytykiem. Ale jak coś mi się spodoba, to polecę. A jak nie, to powiem, że nie warto tracić czasu :)

Czarne Lusterko

To wspólny projekt Netflixa i polskich youtuberów inspirowany serialem Black Mirror. Chociaż w oryginalnym serialu jestem dopiero na drugim sezonie, to tej produkcji nie mogłem ominąć, chociażby dlatego, ze brali w niej udział Darwini i Gonciarz :)
Ci pierwsi mnie nie zawiedli. Po raz kolejny udowodnili, ze produkcje fabularne to dla nich chleb powszedni.
Po Gonciarzu spodziewałem się więcej. Być może trochę bezpodstawnie, bo przecież nigdy się nie chwalił jakoby miał duże umiejętności aktorskie. Za to praca kamery i montaż – majstersztyk :)
U Stankiewicza bardzo spodobał mi się pomysł. Realizacja też w porządku, ale sam pomysł jest naprawdę fenomenalny :)
A emce trudno mi oceniać. Po pierwsze bardzo krótki film, a po drugie nie znam i nie oglądam jej twórczości. Także nie mam punktu odniesienia.
Linki:
ROZSTANIE
1%
SUMA SZCZĘŚCIA
69.90

The End of the F***ing World

Raaaany, cóż to jest za serial! Nie miałem go w planach, ale zwróciłem uwagę na bardzo pochlebne opinie. A potem na długość (cały sezon ma 8 odcinków, każdy po około 20 minut). I stwierdziłem „a doooobra, zobaczę”. I się nie zawiodłem. Serial ogląda się jednym tchem i nie było tam chyba nic, co by mi się nie spodobało :)
Serial do obejrzenia na platformie Netflix.

the end of the f***ing world

Bright

Pierwszy film w tym miesiącu, obejrzany w busie na trasie Kielce – Lublin. Nie miałem wobec niego żadnych dużych wymagań, ot po prostu miał mi umilić podróż. A umilił naprawdę dobrze – orkowie i elfy w realiach wielkomiejskich + dialogi niczym z filmów o policjantach z lat 90tych :)

Dunkierka

Do tego filmu się zbierałem już baaardzo długo i nigdy nie było mi po drodze. W końcu zdecydowałem się z powodu jego nominacji do Oscara. I muszę Wam powiedzieć, ze bardzo polecam. Jeszcze nigdy nie czułem się tak bardzo „wewnątrz” filmu, jak wtedy, gdy oglądałem Dunkierkę.

Ciekawe rzeczy mogłem też zobaczyć dzięki mojej nowej pracy. Obsługa widza polega na działaniu głównie przed wydarzeniem, po nim oraz w trakcie ewentualnej przerwy. Natomiast wtedy, kiedy nie jestem potrzebny, mogę sobie dane wydarzenie zobaczyć. I dzięki temu widziałem w styczniu występ z okazji 15-lecia Kabaretu Skeczów Męczących (szału nie ma, od kabaretów wolę Stand – up’y) oraz Narodowy Balet Gruzji, „Sukhishvili”.

Ten balet polecam każdemu, nawet jeśli nie lubi tego typu tańca. Osobiście uwielbiam wszystko, co jest szybkie, głośne, intensywne i efektowne. A Sukhishvili wszystkie te kryteria spełnia. A momentami jest nawet zbyt intensywny :)

Jeśli kiedykolwiek będziesz mieć okazję zobaczyć ich na żywo, to się długo nie zastanawiaj, tylko kupuj bilety :)

A na koniec jeszcze jedna rzecz, która jest dla mnie odkryciem miesiąca – podcasty. To takie audycje radiowe, które są nagrane, a słuchacz może sobie je w każdej chwili i dowolną ilość razy odtworzyć. Fajne w tym jest to, że podcasty są praktycznie na każdy temat. Niezależnie od tego, co Cię interesuje, na pewno znajdziesz jakiegoś twórcę, który o tym opowiada. A takie podcasty są świetne w drodze na uczelnię i do domu, podczas biegania czy nawet wykonywania prac domowych. Może nawet kiedyś zrobię osobny wpis o podcastach? Tylko najpierw sam muszę temat zgłębić lepiej :)

I to by było na tyle w styczniu. Na pewno nie udało mi się zrobić wszystkiego co zaplanowałem (chociażby w kwestii biegania), ale i tak uważam, ze był to dobry miesiąc.

I dobry start w nowy rok.

A Tobie jak minął styczeń? I jak tam postanowienia noworoczne?

Pozdrawiam! Niech Ci się wiedzie :)