Jaki był wrzesień?

wrzesień - ślub

Dziwnie mi się pisze post o wrześniu, bo dociera do mnie, że jeszcze miesiąc temu byłem w Portugalii. A teraz siedzę już w Lublinie, w tej takiej rutynie, gdzie występuje głównie uczelnia i praca. A teraz mogę siąść i na spokojnie przypomnieć sobie jaki był wrzesień, poprzeglądać zdjęcia, jeszcze raz spędzić parę chwil w Portugalii :)

 

Nie będę Was już zanudzał Guardą, bo w końcu ile można czytać o jednym i tym samym mieście. Ale na początku września odwiedziłem inne miejsce w Portugalii – Vila Real. I samo miasto było takie dość nijakie – najładniejsze w nim było to, co mało miejskie, czyli park i płynąca środkiem rzeka. Aaaale najlepiej wspominam spacer do górskiego jeziora. 10 km w jedną stronę, w obie więc wyszedł prawie dystans półmaratonu ;) A wszystko to w otoczeniu gór, przepięknych widoków, ciszy, spokoju i od czasu do czasu mijających nas krów.

Podobają mi się takie spacery. Obierasz sobie konkretny cel, dosyć mocno oddalony i idziesz. Po pierwszym kilometrze wpadasz w trans, który sprawia, że nogi same Cię niosą. Nawet nie zwrócisz uwagi, a już jesteś w połowie drogi. A chwilę później u celu. I uświadamiasz sobie, że Ci się udało. Serio, takie krótkie trekingi albo nawet spacery po mieście są chyba najprostszym sposobem na osiąganie małych celów. Do przemyślenia :)

wrzesień - Vila Real wrzesień - Vila Real

 

We wrześniu dałem też drugą szansę Lizbonie. I tym razem się nie zawiodłem. Spacerowaliśmy z Moniką tam, gdzie chcieliśmy. Nikt nam celu nie narzucał, nikt nie mówił co warto zobaczyć. Robiliśmy, co chcieliśmy. I może to jest klucz do sukcesu? Za pierwszym razem mieliśmy zorganizowaną przez znajomych wycieczkę. Szliśmy tam, gdzie było zaplanowane, oglądaliśmy to, co program zakładał. I chyba bardziej nie podobał mi się ten typ zwiedzania niż sama Lizbona. Zorganizowane wycieczki są nie dla mnie :)

A co w Lizbonie? Centrum, Narodowy Panteon, najstarsza księgarnia, bożonarodzeniowy sklep z sardynkami, niezobowiązujące błądzenie po mieście (które zaowocowało przypadkowym spotkaniem z lizbońskim tramwajem :) ). Byliśmy też, oczywiście, zobaczyć zachód słońca nad oceanem. Ostatni raz w tym roku.

wrzesień - Lizbona wrzesień - Lizbona

 

A potem lot do Polski. W kraju spotkania z rodziną i znajomymi, opowiadanie co u nas, planowanie życia. 

W międzyczasie zostałem jeszcze zaproszony do kieleckiego radia eM, żeby opowiedzieć tam co nieco o Islandii. Audycji można było już posłuchać (było info na Facebooku, kto nie widział niech żałuje), ale prawdopodobnie będzie też dostępna na oficjalnej stronie internetowej radia (o tym też będę informował na Facebooku, śledźcie na bieżąco :) ).

wrzesień - radio

 

No i wrzesień 2018 roku jest też bardzo ważny w moim życiu. Bo coś się skończyło, a coś się zaczęło. 

Skończył się mój stan kawalerski.

A zaczęła ta „nowa droga życia”.

Tak, moi drodzy, Monika już nie jest moją narzeczoną, jest moją żoną. Najwspanialszą na świecie.

Ślub był taki, jaki chcieliśmy. Cywilny, z kameralnym przyjęciem, które w zasadzie było tylko obiadem dla najbliższych. Można było dobrze zjeść, pogadać, pośmiać się, spędzić miło czas. I nikt nikogo do niczego nie zmuszał.

Tak, jak chcieliśmy.

wrzesień - ślub wrzesień - ślub

 

A wiecie co jeszcze dał mi ślub?

Nowe hobby.

Planszówki.

Bo dostaliśmy ich kilka, odpakowaliśmy, zagraliśmy i okazało się, że to fantastyczna zabawa. Kiedyś myślałem, że planszówki to taka rozrywka dla nerdów, co to znajomych nie mają i siedzą kilka godzin nad stołem i planszą. Potem poznałem w Lublinie ludzi zainteresowanych planszówkami, odkryłem, że to fajne, że nie tylko dla nerdów bez znajomych (bo przecież w planszówki nie da się grać bez znajomych – jaki to człowiek był głupi wcześniej), ale doszedłem do wniosku, że nie kupuję nic, bo nie będę miał z kim grać. A teraz się okazało, że jak już mam gry, to gracze sami się znajdą. I coraz bardziej mi się te gry planszowe podobają.

Także jakby ktoś miał ochotę w coś zagrać, to zapraszam :)

wrzesień - planszówki

 

Wdrażam się pomału w lubelskie życie. Szukam tej swojej rutyny, która mnie nie denerwuje tylko napędza do działania. I czuję, że mam ją już na wyciągnięcie ręki. Jak ją znajdę, to będzie już z górki. I w życiu i na blogu.

Trzymajcie kciuki.

I miejcie się dobrze :)