Jaki był 2018?

wrzesień - ślub

Mam wrażenie, że 2018 rok dopiero się zaczął, a tu nagle się okazuje, że już trzeba go podsumować. Bo przed nami nowy, 2019 rok.

O tym, co on przyniesie i jakie mam wobec niego plany innym razem.

Teraz sprawdźmy, jaki był ten 2018 rok. Bo wydaje mi się, że dobry.

Ale po kolei.

Styczeń

  • Pierwsza połowa stycznia, to głównie magisterka. Piszę ją dniami i nocami, bez wytchnienia (a przynajmniej chciałbym, żeby tak było). Tak czy inaczej udaje mi się skończyć rozdział i kiedy myślę, że to już koniec mojej męki, nadchodzi ona. Sesja. O dziwo, na obu kierunkach jednocześnie. Żeby to wszystko ogarnąć postanawiam trochę rozciągnąć sobie dobę. Okazuje się, że się nie da, więc mniej śpię. Planuję, próbuję, staram się i chyba mi się udaje. A z tego wszystkiego powstaje wpis Jak wstawać rano? 5 prostych kroków.
  • Sesja sesją, ale we wszystkim trzeba znać umiar. W przerwie między nauką a nauką spełniam kolejne marzenie z listy – jadę na strzelnicę, gdzie pod czujnym okiem instruktora uczę się strzelać ze wszystkiego, co mają na stanie. No, prawie wszystkiego, ale i tak frajda była niesamowita.

Luty

  • W lutym więcej odpoczywam. Skończyła się sesja, skończyło się wstawanie o 5 rano, skończyły się też obowiązki. Jednak po pewnym czasie zaczynam się nudzić, szukam sobie zajęcia.
  • Znajduję. Rzucam wszystko i jadę w Bieszczady. Tam też robię nic, delektuję się wolnym czasem, zwiedzam bez planu i pośpiechu. Potem opisuję swoje wrażenia we wpisie o Lesku – o tutaj.

Marzec

  • Marzec zaczynam od swojej pierwszej prelekcji podróżniczej. Stres jest ogromny, ale co mi tam. Nie takie rzeczy się robiło. Przychodzi znacznie więcej ludzi, niż myślałem, ale to tylko bardziej mnie motywuje. Spotkanie wyszło świetnie, a ja mam jeszcze więcej chęci do dalszego działania.
  • Zaraz po spotkaniu jadę do Lublina na swój tegoroczny debiut biegowy. W Biegu Tropem Wilczym 2018 startuję praktycznie bez przygotowania. Dobiegam do mety o własnych siłach. I to już całkiem spory sukces.

Kwiecień

  • Na start – święta. Sernik, jajka, sałatka jarzynowa i… magisterka. Siadam, tracę prawie 4 dni, ale dopisuję kolejny rozdział pracy dyplomowej. Po co się męczyć cały miesiąc, skoro można poświęcić 4 dni?
  • W Lublinie idę sprawdzić, jak inni prowadzą swoje prelekcje podróżnicze. Na Spotkaniu z Fazowskim dostaję kolejną dawkę motywacji i chęci do działania, co owocuje pewnym planem na maj.
  • Znowu biegam. Coraz więcej, coraz szybciej. IV Dycha do Maratonu i życiówka. Jestem z siebie dumny, ale to nie koniec wyzwań biegowych na ten rok.
  • Podróżuję lokalnie. Po Lublinie. Owocuje to nową serią na blogu, która może nie jest najpopularniejsza, ale za to jej pisanie sprawia mi sporo przyjemności. Popełniam dwa wpisy o Lublinie – tutajtutaj.

CSK w Lublinie

Maj

  • Kontynuuję tematykę Lublina. Popełniam jeden wpis o dwóch muzeach. Jednym jestem zachwycony, drugim trochę mniej. Więcej szczegółów tutaj.
  • Na juwenaliowych koncertach rekompensuję sobie to, że nie jadę na Woodstock. Skaczę, krzyczę, śpiewam, tańczę, a potem jeszcze puszczam się w pogo. Potem udaję, że nic się nie stało i dalej jestem cywilizowanym człowiekiem.
  • Jadę do Lwowa. Piękne miasto, piękne zabytki, ale ja i tak będę pamiętał tylko akcję w stylu Fail of the Year. Kupuję bilety na Carmen w Operze Lwowskiej. A potem zapominam do niej iść. Brawo ja. O samym Lwowie piszę potem trochę na blogu. Na przykład o tym, jak tam dojechać, co zobaczyćgdzie zjeść.
  • Wracam do Polski i przebiegam półmaraton. Ale tym razem się wcześniej do biegu przygotowuję. I dobiegam w mniej niż 2 godziny, co jest tak dużym sukcesem, że wow.

maj - fail z operą

Maj - po półmaratonie

Czerwiec

  • Na początku czerwca znowu biegam. 1500 metrów. Potem 5 kilometrów. W porównaniu do półmaratonu to nic, mogłem nawet o tym nie wspominać.
  • Znowu idę sprawdzić, jak lepsi ode mnie prowadzą swoje prelekcje. Ola i Karol Lewandowscy z Busem Przez Świat robią to tak, jak ja chciałbym kiedyś. Bez stresu, leciutko, a jednak z rozmachem.
  • Zostaję magistrem. W pół miesiąca piszę tyle, ile nie napisałem wcześniej w 3, potem idę na egzamin, odpowiadam na kilka pytań i ludzie mówią mi Panie Magistrze. No dobra, z tym ostatnim to przesadzam, ale reszta się zgadza.

Lipiec

  • Lipiec zaczynam od egzaminów, potem jest wesele (całkiem fajne w sumie, pozdrawiam nowożeńców), a zaraz po tym upragniony wyjazd do Portugalii.
  • Na Półwysep Iberyjski lecę 10 lipca. Zwiedzam, zjadam, trochę też pracuję (w końcu to praktyki), ale generalnie to mam takie trochę wakacje życia. Dużo się dzieje, dużo przeżywam, ale z perspektywy czasu okazuje się, że z punktu widzenia bloga ten wyjazd marnuję. Fakt, wspomnień mam mnóstwo, generalnie jest cudownie, ale na blogu posucha. No schrzaniłem, nie powiem że nie. Ale (spoiler alert!) w 2019 roku to nadrobię. Z nawiązką.

Katedra w Guardzie

Sierpień

  • W sierpniu Portugalię odwiedzają rodzice Moniki. Wynajętym samochodem obwozimy ich po sporej części kraju. Odwiedzamy po kolei Lizbonę, Fatimę, Viseu, Porto, Cabo da Roca. Przedtem jeszcze Aveiro. Blogowo mogę wykorzystać to lepiej, ale…
  • … pozytywem jest to, że w ciągu wakacji popełniam na blogu kilka wpisów. Szału nie ma (jeśli chodzi o ilość, bo z jakości jestem zadowolony), ale zawsze coś. A sprawdzić możecie tutaj.

sierpień - Porto

sierpień - wieża Belem

sierpień - Cabo da Roca

Wrzesień

  • Końcówka Portugalii. Ostatnie dni w Guardzie, Vila Real i po raz drugi Lizbona.
  • Po powrocie do Polski debiutuję w radiu. Dostaję zaproszenie do kieleckiego Radia eM, żeby poopowiadać tam trochę o Islandii. Świetne doświadczenie i chyba nawet dobrze mi poszło. Zresztą – sami oceńcie, o tutaj.
  • Na koniec września najlepsze. W skali miesiąca, roku, a nawet życia (jak dotąd). Biorę ślub. Taki, jaki zawsze chciałem – cywilny i z obiadem. Bez pompy, bez wesela, w kameralnym gronie. I jestem tak szczęśliwy, że nie psuje tego nawet kolejny Fail of the Year – po ślubie chcemy jechać nad morze, ale pociąg nie przyjeżdża. Takim zrządzeniem losu pół swojej nocy poślubnej spędzamy na dworcu. To takie “nasze”. W naszym stylu :D
wrzesień - ślub

Październik

  • World Travel Show. Jadę do Warszawy na największe targi podróżnicze w Polsce. Mnóstwo wystawców, podróżników, prelekcji. Spotykam na żywo 3/4 YouTuba podróżniczego, słucham świetnych wystąpień i spędzam wspaniały weekend. Mam nadzieję, że za rok pojadę jeszcze raz.
  • Pozostała część października skupia się głównie na pracy i uczelni. Zaczynam powoli najgorszy okres w tym roku, jeśli chodzi o wspomnienia i ich ciekawość.

Listopad/Grudzień

  • Znajduję drugą pracę. Tak o, gdyby mi jeszcze mało było obowiązków. Od połowy listopada do końca grudnia wychodzę z domu o 7 rano i wracam o 22. W międzyczasie jestem w dwóch pracach i jeszcze na uczelni. Monotonia i rutyna sprawia, że nawet mój projekt 365 na Instagramie się sypie. Tak jak lodowce na Antarktydzie. Biorę to na klatę i przestaje się użalać.
  • Święta, a potem zakończenie roku 2018. Krótka refleksja, rachunek sumienia i mocne postanowienie poprawy. 2019 to będzie mój rok. Czuję to w kościach :D

 

Gdybym mógł, to coś na pewno bym w tym 2018 roku zmienił. Coś zrobił lepiej, mocniej, bardziej. Coś odpuścił. Coś zaczął, a coś skończył.

Ale to już za nami, teraz nowy rok, nowa karta, nowe wyzwania i możliwości.

Bob Budowniczy mi się przypomniał.

Damy radę?!

Tak! Damy radę. (I nie zwracajmy uwagi na ten dźwig, co zawsze miał jakieś wątpliwości)

Wszystkiego dobrego na ten nowy rok. Niech Wam się wiedzie :D